Reklama
18 kwietnia 2026, sobota
Ciemniaki na rowerach okiem malkontenta
- Paweł Wodniak
- Publicystyka
- 24 listopada 2015
- 21:48
Reklama
I znów piszę o kwestii bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Konkretnie chodzi mi o rowerzystów w kontekście wcześniej zapadającego zmierzchu. Jeśli choć jeden dzięki felietonowi pójdzie po rozum do głowy i znajdzie go w domu, to będzie wielki sukces.
Wtorek na oświęcimskich drogach był dniem świra, przynajmniej z mojej perspektywy. Najpierw pewna panienka w mitsubishi colt wyjeżdżając z biblioteki próbowała mnie rozbić, bo uznała najwidoczniej, że jej skręt w lewo jest ważniejszy od mojego w prawo.
Kilkadziesiąt minut później na czołówkę z moim autem poszła, a jakże niewiasta, wyjeżdżająca pod prąd z drogi jednokierunkowej. Zmusiłem panią do wycofania się. Kiedy przejechałem, ta miłośniczka jazdy bez zwracania uwagi na znaki, powtórzyła swój wyczyn. Tym razem udało się jej wydostać na główny trakt.
Potem dwa samochody zajechały mi drogę na skrzyżowaniu, wymuszając pierwszeństwo przejazdu, a jeden, jadący z naprzeciwka nie zatrzymał się przed pasami, mimo że stanąłem, by przepuścić pieszych. Ci ochoczo skorzystali z okazji, ale musieli przystopować, bo prowadzący go kretyn był zagadany przez telefon komórkowy i nie zwracał uwagi na to, co się dzieje na drodze.
Kiedy się ściemniło też musiałem pojeździć ulicami Oświęcimia, niekoniecznie dostatecznie oświetlonymi. Pech chciał, że tymi samymi traktami jechali rowerzyści. Nie podążali w grupie, ale pojedynczo, byli w dość słusznym wieku, nie mieli żadnego oświetlenia, ani elementu odblaskowego. Każdego z nich dostrzegłem, dosłownie, w ostatniej chwili.
Zastanawiam się, dlaczego ludzie są tak nieodpowiedzialni. Nie zdają sobie sprawy, że ryzykują utratą życia, czy też uważają się za święte krowy, na które każdy ma zwracać uwagę? Niezależnie od tego czy są oświetleni, czy też bywają ciemniakami. Cóż, każdy ma niezbywalne prawo do własnej głupoty. Ta jednak, gdy dochodzi do potrącenia, które przerywa cienką nić życia, może unieszczęśliwić wiele osób. Rodzina zabitego będzie przeżywać katusze, obwiniając za wypadek wszystkich, tylko nie swojego krewnego. Z kolei kierowca niezależnie od płci musi się liczyć z wyrzutami sumienia, nawet, gdy sąd stwierdzi, że w zdarzeniu nie było jego / jej winy.
Tymczasem odblaski można kupić w każdym kiosku, a kamizelki odblaskowe w każdym markecie. Także oświetlenie rowerowe jest ogólnodostępne i śmiesznie tanie. Na jednym z portali aukcyjnych znalazłem, i to wcale nie bardzo się starając, lampkę przednią i tylną do roweru za 2,79 zł komplet. A więc nie cena jest powodem ciemniactwa części rowerzystów, na szczęście będących w zdecydowanej mniejszości, ale mających wpływ na ogólną ocenę miłośników dwóch kółek w oczach kierowców.
Co zatem sprawia, że cykliści, podkreślam raz jeszcze, że niektórzy i w wieku senioralnym, ryzykują utratę życia i zdrowia? Nie mam pojęcia. Może Czytelnicy pomogą wyjaśnić ten paradoks. Wyjaśnić, bo usprawiedliwić się nie da.
Wtorek na oświęcimskich drogach był dniem świra, przynajmniej z mojej perspektywy. Najpierw pewna panienka w mitsubishi colt wyjeżdżając z biblioteki próbowała mnie rozbić, bo uznała najwidoczniej, że jej skręt w lewo jest ważniejszy od mojego w prawo.
Kilkadziesiąt minut później na czołówkę z moim autem poszła, a jakże niewiasta, wyjeżdżająca pod prąd z drogi jednokierunkowej. Zmusiłem panią do wycofania się. Kiedy przejechałem, ta miłośniczka jazdy bez zwracania uwagi na znaki, powtórzyła swój wyczyn. Tym razem udało się jej wydostać na główny trakt.
Potem dwa samochody zajechały mi drogę na skrzyżowaniu, wymuszając pierwszeństwo przejazdu, a jeden, jadący z naprzeciwka nie zatrzymał się przed pasami, mimo że stanąłem, by przepuścić pieszych. Ci ochoczo skorzystali z okazji, ale musieli przystopować, bo prowadzący go kretyn był zagadany przez telefon komórkowy i nie zwracał uwagi na to, co się dzieje na drodze.
Kiedy się ściemniło też musiałem pojeździć ulicami Oświęcimia, niekoniecznie dostatecznie oświetlonymi. Pech chciał, że tymi samymi traktami jechali rowerzyści. Nie podążali w grupie, ale pojedynczo, byli w dość słusznym wieku, nie mieli żadnego oświetlenia, ani elementu odblaskowego. Każdego z nich dostrzegłem, dosłownie, w ostatniej chwili.
Zastanawiam się, dlaczego ludzie są tak nieodpowiedzialni. Nie zdają sobie sprawy, że ryzykują utratą życia, czy też uważają się za święte krowy, na które każdy ma zwracać uwagę? Niezależnie od tego czy są oświetleni, czy też bywają ciemniakami. Cóż, każdy ma niezbywalne prawo do własnej głupoty. Ta jednak, gdy dochodzi do potrącenia, które przerywa cienką nić życia, może unieszczęśliwić wiele osób. Rodzina zabitego będzie przeżywać katusze, obwiniając za wypadek wszystkich, tylko nie swojego krewnego. Z kolei kierowca niezależnie od płci musi się liczyć z wyrzutami sumienia, nawet, gdy sąd stwierdzi, że w zdarzeniu nie było jego / jej winy.
Tymczasem odblaski można kupić w każdym kiosku, a kamizelki odblaskowe w każdym markecie. Także oświetlenie rowerowe jest ogólnodostępne i śmiesznie tanie. Na jednym z portali aukcyjnych znalazłem, i to wcale nie bardzo się starając, lampkę przednią i tylną do roweru za 2,79 zł komplet. A więc nie cena jest powodem ciemniactwa części rowerzystów, na szczęście będących w zdecydowanej mniejszości, ale mających wpływ na ogólną ocenę miłośników dwóch kółek w oczach kierowców.
Co zatem sprawia, że cykliści, podkreślam raz jeszcze, że niektórzy i w wieku senioralnym, ryzykują utratę życia i zdrowia? Nie mam pojęcia. Może Czytelnicy pomogą wyjaśnić ten paradoks. Wyjaśnić, bo usprawiedliwić się nie da.