Reklama
22 kwietnia 2026, środa
Usterki na Bulwarach są, ale problemu nie ma
- Paweł Wodniak
- 23 lipca 2025
- 11:51
Reklama
Inwestor odebrał i oddał do użytku inwestycję na Bulwarach, a teraz inwentaryzuje i zgłasza usterki do usunięcia. Przekonuje, że to normalne.
Dwa tygodnie po otwarciu odwiedziliśmy Oświęcimską Przestrzeń Spotkań na dwupoziomowym parkingu na Bulwarach. Po tej wizycie opublikowaliśmy materiał filmowy „Trzeszczy, pęka i rdzewieje” - do obejrzenia TUTAJ, który odbił się szerokim echem wśród mieszkańców. Oświęcimianie w swoich mediach społecznościowych komentowali nasz news zgadzając się z zawartymi w nim spostrzeżeniami.
Skontaktowaliśmy się w temacie usterek z Andrzejem Bojarskim, wiceprezydentem Oświęcimia, który nadzorował tę wielką, wartą ponad 33 miliony złotych, inwestycję. Dowiedzieliśmy się, że od otwarcia parkingu i przestrzeni rekreacyjnej przedstawiciele inwestora i wykonawcy spotykają się dwa razy w tygodniu, by spisać usterki i przekazać je do usunięcia.
Nas zainteresowało, dlaczego w ogóle doszło do odbioru technicznego, skoro wiadomo było, że te usterki są. Z niedowierzaniem przyjęliśmy do wiadomości, że przy tak dużych zadaniach inwestycyjnych, jest to normalne.
„Myśmy przeszli całą procedurę począwszy od odbioru sanepidowskiego poprzez odbiór strażacki i PINBD (Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego - przyp. red.). Wszystkie elementy, które są związane z tymi elementami, są właściwie wykonane i uzyskały akceptację zarówno służb sanitarnych jak i przeciwpożarowych oraz nadzoru budowlanego. Natomiast pewne braki czy usterki, które pokazały się w pierwszych dniach eksploatacji, muszą być zgodnie z umową naprawione przez wykonawcę” - tłumaczy prezydent Bojarski.
Drążymy temat, ponieważ mieszkańcy chcą wiedzieć, dlaczego muszą patrzeć na niedoróbki i odczuwać ich obecność podczas wizyty na Bulwarach. Dlatego też pytamy prezydenta, czy przedstawiciel inwestora nie widział tych usterek przed odbiorem technicznym?
Po pierwsze bezpieczeństwo
„Widzieliśmy i cały czas na bieżąco to sprawdzaliśmy, natomiast pod koniec realizacji tego przedsięwzięcia bardziej skupiliśmy się na tych najistotniejszych kwestiach, czyli tych, które pozwalały obiekt dopuścić do użytkowania i związane były z bezpieczeństwem użytkowników tego obiektu” - mówi Faktom Oświęcim Andrzej Bojarski.
Zapewnia, że nie znajdziemy w nowym obiekcie braków w takich przedmiotach, jak windy, wentylacja, czy system przeciwpożarowy.
„Są natomiast takie drobne rzeczy, które wynikają chociażby w związku z opadami deszczu. Woda zabrała ziemię i zrobiło się bajorko, lecz tak się będzie działo dopóty, dopóki ta ziemia się nie ułoży. To są właśnie takie kwestie, niemające żadnego wpływu na bezpieczeństwo eksploatacji tego obiektu jako jako całości” - kontynuuje wiceprezydent.
Dlaczego płytki się ruszają?
Oświęcimianie, z którymi rozmawialiśmy zwracają uwagę na ruszające się granitowe płytki i szeroki katalog odległości pomiędzy nimi. Na trzeszczącym podłożu nie wszyscy czuli się bezpiecznie. Kobieta z dziecięcym wózkiem wystraszyła się i odeszła siarczyście klnąc pod nosem.
„Ta przestrzeń jest wykonana na parkingu, na określonej budowli i trzeba mieć świadomość, że tam gdzie nie ma pochylni wykonanych z prefabrykatów, są płytki położone na tak zwanych dystansach. W związku z tym niestety nie wszystkie będą trzymały się w 100 procentach podłoża tak, jak płytka ułożona na na ziemi na kruszywie. Do tego niektórzy mieszkańcy, głównie młodzi ludzie, zrobili sobie z tego terenu zjeżdżalnię dla rowerów, hulajnóg i rolek. Gdyby ktoś jechał spokojnie, to nic by się nie działo. Natomiast oni bardzo często nadużywają i prędkości i różnych manewrów, które nie są odpowiednie dla tego typu nawierzchni. Stąd jest tendencja do lekkiego przesuwania się niektórych płytek, ale to niestety urok tego typu konstrukcji, która nie mogła być inna i pewnie z tym będziemy mieć cały czas jakiś problem” - wyjaśnia wiceprezydent Andrzej Bojarski.
Kolejna kwestia, na którą zwracamy uwagę przedstawicielami inwestora parkingu Bulwary i powstałej na nim Oświęcimskiej Przestrzeni Spotkań jest rdza, która pojawiła się na betonowych murkach pod ławkami.
„Te ławki są wykonane z dobrych materiałów, bo między innymi ze stali nierdzewnej, a mimo to pojawiła się rdza i wszyscy się zastanawiali dlaczego. Okazało się, że to drewno reaguje z tym metalem pod wpływem wody i stąd ta brązowa barwa” - mówi zastępca sternika samorządu.
Jednocześnie próbuje wbić nam szpileczkę mówiąc, że ktoś, kto nie prowadził dużej inwestycji, nie powinien tak łatwo ferować wyroków.
„Nawet remont mieszkania niesie za sobą różne dziwne rzeczy bo coś się odkuje, coś nie pasuje, coś się zrobi takiego, że człowiek nie do końca jest zadowolony. Tak, że proponowałbym pewną powściągliwość i niech się wypowiadają ci, którzy się coś na tym znają, a nie, którym się wydaje. Mnie się może wydawać wiele wiele różnych rzeczy a rzeczywistość pokazuje, że jest inaczej” - zwraca uwagę wiceprezydent.
Ta nieszczęsna kratka
Jednym z elementów, które pokazaliśmy w naszym felietonie, jest zardzewiała kratka kanalizacyjna, wyglądająca jak przyniesiona z punktu skupu złomu.
„Niech mi pan powie z ręką na sercu, jeżeli ta kratka została zamontowana rok temu i była przez ten czas eksploatowana, to chyba mogły się na niej pojawić elementy rdzy?” - odbił piłeczkę zastępca Janusza Chwieruta.
Zaczęliśmy się zatem zastanawiać nad jakością materiału tej kratki kanalizacyjnej, skoro po rocznej eksploatacji zardzewiała, choć inne zachowały swoja fabryczną czarną barwę.
„Jeśli jakaś tam jedna kratka z elementami rdzy ma być wykładnikiem wielomilionowej inwestycji, to ja się z tym nie zgadzam” - zripostował wiceprezydent.
Na zakończenie cytujemy słowa Andrzeja Bojarskiego, które w naszej kilkuminutowej rozmowie padły kilkakrotnie:
„Wykreślamy z listy kolejne usterki i będziemy to robić do skutku, aż ostatnia będzie usunięte, a wszystkie naprawy zaakceptujemy”.
Pogłośnij suwakiem w dolnym rogu