• * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

alert 24

zgłoś

interwencję

  • logowanie / rejestracja Twoje konto
    logowanie / rejestracja
  • * Na Maku zamiast klawisza Alt używaj Ctrl+Option(⌥)

Reklama

Śmieciowy cwaniaczek - FELIETON

Reklama

Mieszkam nieopodal Miejskiego Gimnazjum nr 2 w Oświęcimiu. Każdego dnia przed moimi oknami przechodzą dziesiątki gimnazjalistek i gimnazjalistów. Gdybym studiował socjologię, mógłbym bez szczególnego wysiłku napisać pracę magisterską o zachowaniach uczniów gimnazjum w drodze do i ze szkoły. Postanowiłem napisać ten felieton, bo wczoraj jeden z gimnazjalistów próbował dać mi lekcję, no właśnie, nie do końca wiem czego.

Tak się składa, że przed wspomnianymi oknami, przy sklepiku spożywczym, tzw. blaszaku i za kioskiem „Ruchu” młodzi ludzie urządzają sobie miejsce spotkań, głównie na dymka. Palarnia w tym miejscu daje jaką taką gwarancję, że palących nastolatków nie wypatrzą nauczyciele wracający z pracy.

Ci, którzy nie wpadli w sidła nikotynowego nałogu, a chcą towarzyszyć swoim koleżankom lub kolegom, często w tym miejscu coś przekąszają i popijają. Byłbym niesprawiedliwy, gdybym w tym miejscu nie zaznaczył, że nigdy nie widziałem, by młodzi ludzie ze wspomnianej szkoły pili cokolwiek z promilami.

W czym więc rzecz? W śmieciach. Niemała część opisywanych „blaszaków” (od zwyczajowej nazwy sklepu), towarzysząca palaczom i wcinająca drożdżówki, pączki, batoniki, popijająca sokiem, colą czy też wodą, nie potrafi korzystać z kosza na śmieci, stojącego w sąsiedztwie kiosku. Wystarczyłoby przejść kilka kroków i „zutylizować” odpad w cywilizowany sposób. Ale nie, ale nie! - jak mówią w skeczu „Król i wieśniak” Michał Wójcik i Marcin Wójcik z kabaretu Ani Mru Mru.

Opakowania i butelki lądują na trawniku za kioskiem. A gimnazjaliści idą do szkoły, albo już do domu. Pewnie na drugi dzień nawet nie dostrzegają, że śmieci już nie ma. Cóż ich to obchodzi? Ale obchodzi właścicieli kiosku i blaszaka, którzy dbają o wizerunek firmy i jej najbliższego sąsiedztwa, zbierając własnoręcznie to, co pozostawia na ziemi grupa gówniarzy-śmieciarzy.

Wczoraj około godziny 14 zobaczyłem przez okno młodzieńca z kapturem nasuniętym na głowę i trzy nastolatki. Dziewczyny rozpakowały kupione w blaszaku drożdżówki, a woreczki rzuciły pod nogi. Po chwili pod płotem za sklepem wylądowała też plastikowa butelka. Nie wytrzymałem.

Podszedłem do grupki i poprosiłem nastolatków, by korzystali z kosza na śmieci. Wtedy zakapturzony chłopak zapytał mnie o legitymację. Nie do końca był w stanie wytłumaczyć, o jaki dokument mu chodzi. Przebąknął coś o kwestii kontroli śmieci. Gdy wytłumaczyłem mu, że jestem zwykłym mieszkańcem, który chciałby mieć czysto przed blokiem, otrzymałem krótki wykład.

Otóż bowiem trawnik przylegający do bloku i trawnik, stanowiący palarnię, dzieli chodnik. Dowiedziałem się, że gdyby moje uwagi dotyczyły trawnika przy bloku, to miałbym rację. Tymczasem czepiam się śmiecenia na trawniku po drugiej stronie chodnika do czego, zdaniem nastolatka nie mam prawa. Bo to już nie mój teren.

Skłamałbym, gdybym napisał, że młody człowiek był zadziorny lub agresywny. Był raczej cwaniacki i niezbyt przekonujący, żeby nie powiedzieć - prymitywny - w swoich wywodach, którymi być może chciał zaimponować towarzyszącym mu, uroczym nota bene, dziewczynom.

Dziewczyny natomiast próbowały powstrzymać kolegę argumentując, że „gościu przecież prosi, więc wyrzucimy te śmieci”. Co prawda po tym, jak skorzystały z kosza na śmieci, usłyszałem, że ujawniło się kolejne muzeum, ale wywołało to jedynie uśmiech na mojej twarzy. Niektóre postaci muszą czekać nawet kilka tysięcy lat, by stać się eksponatem. Ja stałem się nim w oczach młodych dziewcząt niedługo po skończeniu czterdziestki.