Reklama
Gramy dalej. Rozstrzygnięcie w „Małym Spodku” - FOTO
- Andrzej Rzycki
- Hokej, Oświęcim
- 25 marca 2026
- 22:55
GKS Tychy wciąż czeka na finałowego rywala. Dziś oświęcimianie stanęli przed ogromną szansą zakończenia rywalizacji w półfinale, ale GKS uciekł spod topora. Podobnie jak w ćwierćfinałach z udziałem biało-niebieskich o losach awansu zadecyduje zatem siódmy, ostatni mecz w Katowicach. Używając terminologii siatkarskiej mamy zatem kolejny tie-break.
Reklama
Od pierwszych fragmentów szóstego starcia półfinałowego na tafli dynamicznie, a mecz rozgrywany jest w bardzo szybkim tempie. Częściej w posiadaniu krążka są katowiczanie, jednak to Unia ma klarowniejsze sytuacje bramkowe. Najeżdżający z boku Nick Moutrey mierzy przy słupku, ale grający między słupkami bramki „Gieksy” - Jesper Eliasson radzi sobie z uderzeniem Kanadyjczyka (4 min). Jeszcze lepszą okazję ma Damian Tyczyński, ale reprezentant Polski przegrywa pojedynek jeden na jeden z bramkarzem (8 min).
W drugiej odsłonie to Unia sprawia lepsze wrażenie i częściej niepokoi bramkarza rywali. Tymczasem gola strzela GKS. Po wyjściu z szybką kontrą Bartosz Fraszko wycofuje krążek do nadjeżdżającego Stephena Anderson, a ten uderzeniem z pierwszego krążka pokonuje Linusa Lundina. Podrażnieni takim obrotem sprawy oświęcimianie nacierają z jeszcze większą furią. W 33 min na ławce kar ląduje Albin Runesson i kiedy katowiczanie są na najlepszej drodze do przetrzymania osłabienia, bardzo kosztowny błąd popełnia Travis Verveda.
Kanadyjczyk w niegroźnej sytuacji zamiast wybić gumę do tercji przeciwnika, wystrzeliwuje krążek poza taflę. Za to zagranie dostaje „dwójkę” i Unia znowu gra w przewadze (przez 22 sek nawet w podwójnej). Kiedy ma o jednego zawodnika więcej na lodzie kapitalnie zza bramki zagrywa Daniel Olsson Trkulja, a Erik Ahopelto trafia przy słupku „odpuszczonym” przez Jespera Eliassona. Po 40 minutach mamy zatem remis 1:1.
Wówczas wiadomym się stało, że o losach tego meczu rozstrzygnie prawdopodobnie kolejne trafienie. W 44 minucie cios zadają goście, a konkretnie Jacob Lundegard. Szwed mierzy dokładnie przy „krótkim okienku”, wyprowadzając wicemistrzów Polski na jakże ważne prowadzenie. Oświęcimianie szarpią i są bliscy szczęścia. Bramkarz GKS w sobie tylko znany sposób broni uderzenie Nicka Moutreya (49 min). Czas ucieka niemiłosiernie i w końcówce mecze trener Robert Kalaber wycofuje bramkarza. Wówczas końcowy wynik ustala zdobywca pierwszego gola - Stephen Anderson. GKS wygrywa w Oświęcimiu 3:1 i o tym kto awansuje do finału rozstrzygnie siódmy mecz w Katowicach. W piątek poznamy drugiego finalistę.
Unia Oświęcim - GKS Katowice 1:3 (0:0, 1:1, 0:2)
Bramki: 0:1 Anderson (Fraszko) 24.14, 1:1 Ahopelto (Olsson Trkulja, Heikkinen) 35.53, 1:2 Lundegard (Michalski, Koivusaari) 43.18, 1:3 Anderson (Fraszko, Pasiut) 59.32.
Sędziowali: Patryk Kasprzyk, Przemysław Gabryszak (główni), Michał Żak, Mateusz Kucharewicz (liniowi). Kary: 0 i 4 minuty. Widzów: 4.000. Stan play-off: 3:3 (do czterech zwycięstw).
Unia: Lundin - Soderberg, Makela, Moutrey, Olsson Trkulja, Peresunko - Morrow, Scarlett, Partanen, Heikkinen, Ahopelto - Kubes, Matthews, Rac, D. Tyczyński, Petras - Prokopiak, Mościcki, Prusak, Krzemień, Kusak. Trener: Robert Kalaber.