Reklama
15 lipca 2026, środa
Jest milion dla Frania - FOTO
- Jola Wodniak
- Styl życia
- 29 października 2018
- 19:02
Reklama
Potrzebujący zawsze mogą na was liczyć. Jest milion dla Frania. To wy zebraliście tę kwotę dla małego mieszkańca Skidzinia, cierpiącego na glejaka.
Kwota pokryje koszt innowacyjnej, eksperymentalnej operacji, która może uratować życie i zdrowie chłopca. Nie wiadomo dokładnie, ile jest jeszcze potrzebnych pieniędzy na leczenie. „Zostałem milionerem i nie mam tu na myśli tylko pieniędzy. Jestem przede wszystkim bogatym człowiekiem, bo posiadam niezliczone ilości przyjaciół, których żadne pieniądze nie są w stanie zastąpić” - pisze rodzina Frania, walcząca o życie dziecka na profilu @franioirzyk „Dzięki przyjaciołom, dzięki WAM zdobyłem swój upragniony milion, dzięki któremu moje życie będzie mogło wyglądać, jak powinno. Moje serce bije sto razy szybciej z wdzięczności Wam i radości jaką czuję. Jesteście moją większą Wygraną” - piszą na fb bliscy dziecka. Przypomnijmy, że 6-letni Franek Irzyk zmaga się z ciężką chorobą. 19 lipca u malca zdiagnozowano rozlanego glejaka IV stopnia. „Rak każdego dnia uszkadza narządy wzroku, mowy i słuchu, zaburza motorykę. Musimy walczyć z czasem’” - informowali rodzice chłopca, prosząc o każdą pomoc.Franio obecnie kończy radioterapię
„Będziemy czekać na zgodę na wykonanie badania rezonansu. Niestety utrzymuje się u dziecka opuchlizna i nie da się wykonać w chwili obecnej rezonansu” -
„Po wykonaniu rezonansu wysyłamy do konsultacji do trzech ośrodków w USA i czekamy na odpowiedź. I jednocześnie lecimy do Meksyku na leczenie” - informuje Fakty Oświęcim Tomasz Irzyk, tata Frania - "Jeżeli będzie wiatr nam sprzyjał, to w listopadzie w, w drugiej połowie lecimy do Monterrey.
Frania po raz drugi zakazili bakteriami gronkowca w szpitalu. Mimo złych wyników badań, naprawdę psychicznie świetnie się czuje. Tata jest codziennie po pracy u Frania, grają w FIFA 19, warcaby, eurobusiness.
„Rysujemy, robimy prace plastyczne. Z całych sił staramy się żyć jakby choroby Frania nie było, a pobyt był przejściowy” - relacjonuje tata dziecka - „Ma pewne ograniczenia ruchowe, ale jest bardzo dzielny i znosi wszystkie szpitalne niewygody. Nie chce zjadać obiadów szpitalnych, więc babcia i ciocie gotują mu frykasy i jeżdżę codziennie z pysznymi domowymi obiadami”.